Rewanżowe mecze drugiej rundy fazy play-off Ligi Mistrzów już niebawem. Tym razem stolicami międzynarodowego volley’a staną się Pireus, słoweński Bled oraz Rzeszów. Czy tak, jak miało to miejsce podczas pierwszych pojedynków, z wiktorii cieszyć się będą gospodarze tych imprez?
ACH Volley Bled i Hypo Tyrol Innsbruck – te kluby to największa niespodzianka tegorocznej Ligi Mistrzów. We wcześniejszych zmaganiach Champions League wyeliminowały bowiem z dalszej gry znacznie wyżej notowane teamy. W ubiegłym tygodniu podczas pierwszych meczów drugiej rundy play-off lepsi okazali się gracze z Austrii. Wówczas triumfowali oni 3:1. Jeśli zatem zawodnicy Glenna Hoaga mają zamiar odwiedzić nasz kraj i powalczyć o najwyższe miejsce w finałowej czwórce muszą wygrać w trzech setach na swoim parkiecie.
W tej parze walczącej o miejsce w Final Four bliżej do Polski po pierwszym pojedynku drugiej rundy play-off są siatkarze Dymana Moskwy. Podopieczni Daniele’a Bagnoli pokonali Olympiakos Pireus także stosunkiem setów 3:1. Wśród tych dwóch ekip zapewne najtrudniej wyłonić zwycięzców w czekającym nas meczu rewanżowym. Jest to najbardziej równa, jeśli chodzi o poziom siatkarski, para ze wszystkich trzech.
To spotkanie bez żadnych wątpliwości jest najbardziej oczekiwanym przez kibiców polskiego volley’a. Siatkarze Asseco Resovii Rzeszów w pierwszym meczu na włoskiej ziemi ulegli obrońcom tytułu najlepszego klubu świata 3:0. Oddalili się tym samym znacznie od finałowych występów w łódzkiej Atlas Arenie. Podopieczni Ljubomira Travicy aby myśleć o Final Four muszą zwyciężyć z Włochami bez straty seta. Patrząc realistycznie to niezwykle trudne zadanie, lecz kibice w Rzeszowie będą całymi sercami dopingować Polaków, a wówczas kto wie, co może się zdarzyć.






